Aktualności
19.10.2020

SSC Tuatara 533 kilometry na godzinę

W roku 1937 w specjalnie zbudowanym samochodzie człowiek przekroczył po raz pierwszy na lądzie prędkość 500 km/h. Coś, co było kiedyś celem śmiałków, szaleńców, genialnych konstruktorów i ambicją całych narodów znalazło się w tym miesiącu w zasięgu nabywców produkowanych seryjnie samochodów osobowych: nowy rekord prędkości padł pod kołami maszyny SSC North America!

Do przekroczenia prędkości 500 km/h przed drugą wojną światową potrzebne były między innymi dwa lotnicze silniki V12 o pojemności 36,7 litrów każdy, które dawały wspólnymi siłami jakieś 5000 koni mechanicznych. W mijającej dekadzie kilka różnych marek zbliżało się nieubłaganie do granicy 500 kilometrów na godzinę w produkowanych seryjnie samochodach drogowych lub poprzedzających je prototypach: Bugatti i 434 km/h w 2010 roku, Hennessey i 435 km/h w 2014 roku, Koenigsegg i 457 km/h w 2017 roku i w końcu ponownie Bugatti i aż 490 km/h w ubiegłym roku. W tym ostatnim przypadku wystarczyło skromne 1600 koni mechanicznych oraz napęd przenoszony na wszystkie cztery koła. Ale to już przeszłość...

SSC Tuatara

Kilka dni temu w gronie rekordzistów po raz kolejny znalazło się amerykańskie SSC, które w roku 2007 z blisko 1200-konnym modelem Ultimate Aero TT przekroczyło 414 km/h. Tym razem marka rzuciła do boju swoją najnowszą super produkcję, coupe Tuatara, które jako prototyp pokazano jeszcze w 2010 roku. Seryjna Tuatara zadebiutowała dwa lata temu z podwójnie turbodoładowanym V8 od Nelson Racing Engines o pojemności 5,9 litra, z którego wyciśnięto jakieś 1775 koni mechanicznych (przy spalaniu mieszanki E85), które na tylną oś wysyła 7-stopniowa przekładnia firmy Cima. Przy masie tylko około 1250 kilogramów mocy tu praktycznie nigdy nie zabraknie. Czy aby na pewno? Dziesiątego października sprawdzono to na 11,2-kilometrowym odcinku autostrady State Route 160 w Nevadzie w okolicy Las Vegas.

SSC Tuatara

Za kierownicą rekordowej Tuatary, egzemplarza identycznego z tym, jaki każdy może nabyć za skromne dwa miliony dolarów z hakiem, zasiadł Oliver Webb, zawodowy kierowca wyścigowy z Wielkiej Brytanii, znany m.in. z serii World Endurance Championship. W dwóch przejazdach w przeciwnych kierunkach, nad którymi czuwała specjalna komisja oraz zastępy czujników, Webb uzyskał rekordową średnią prędkość 316,11 mil na godzinę - 508,73 kilometrów na godzinę! W drodze po nowy rekord świata rozpędził się maksymalnie do 331,15 mph czyli 532,93 kilometrów na godzinę (największa prędkość maksymalna na drodze publicznej)! Jak sam przyznaje: samochód miał jeszcze rezerwy mocy do wykorzystania. Przy okazji ustanowiono dwa rekordy na krótkim dystansie: 503,92 km/h na lotnej mili oraz 517,16 km/h na lotnym kilometrze.

Aktualizacja 27.10.2020 / Czy jesteśmy pewni, że to zdarzyło się naprawdę? Okazuje się, że nie. W ostatnich dniach odnośnie rekordu prędkości ustawionego przez SSC mnożą się wątpliwości i pytania, zaczynając od dużych nieścisłości na materiale filmowym opublikowanym przez producenta, poprzez wskazujące na możliwość nieco innego przebiegu zdarzeń obliczenia oparte o dane techniczne z przełożeniami skrzyni biegów włącznie, błędy sprzętu pomiarowego, a kończąc na braku niezależnego organu, który miałby taki rekord zweryfikować bezpośrednio na miejscu (jak na przykład przedstawiciele słynnej "Księgi rekordów Guinnessa", ale rekord taki może zostać zweryfikowany przez Guinnessa na podstawie zgłoszenia przesłanego z pełną dokumentacją). Debata trwa, samo SSC nie zabrało jeszcze głosu i nie opublikowało materiałów rozwiewających wszelkie wątpliwości.

SSC Tuatara

Aktualizacja 31.10.2020 / Głos w sprawie zabrało SSC North America, a dzisiaj sam Jerod Shelby. Firma w pierwszym oświadczeniu zakomunikowała, że nastąpił błąd przy edytowaniu materiałów wideo i w przygotowaniu są poprawne nagrania, a wszelka dokumentacja zostanie przesłana do weryfikacji zespołowi Guinnessa. SSC jednocześnie podkreśliło, że samo nie ma wątpliwości co do ustanowienia nowych rekordów, a całość mają potwierdzać nie tylko wyniki pomiarów czujników firmy Dewetron obsługiwanych przez zespół SSC (producent czujników w osobnym oświadczeniu zakomunikował, że nie uczestniczył w próbie bicia rekordu prędkości, nie weryfikował go i nie może go potwierdzić), ale również wyliczenia oparte między innymi o przełożenia skrzyni biegów, opory powietrza i moc silnika, z których wynika, że Tuarata do przekroczenia 500 km/h miałaby potrzebować tylko 1500 KM, co oznacza spory zapas mocy. Wczoraj głos zabrał sam Jerod Shelby, który nie wdawał się w szczegóły. Założyciel SSC w krótkim materiale przyznał, że oryginalne zapisy filmowe w ogóle nie pokrywają się z zapisem czujników GPS i w takiej postaci rekord będzie trudny do obrony. Shelby zapowiedział, że próba bicia rekordu ma być powtórzona w najbliższej przyszłości, zostanie w niej wykorzystany sprzęt pomiarowy różnych firm, obsługiwany przez wykwalifikowane osoby prosto od producenta, a na całą imprezę zaproszeni są niezależni obserwatorzy. No to czekamy...

Skomentuj na forum
Ostatnie wiadomości Prezentacje