Aktualności
15.08.2008

Ferrari Enzo Będzie żyło!

Wielbicieli aut ze stającym dęba koniem na masce zapewne do dnia dzisiejszego ściska w dołku na samą myśl o tym, co z Enzo zrobił podczas kręcenia "Redline" odtwarzający jedną z głównych rol Eddie Griffin. Co bardziej fanatyczni wyznawcy kultu Ferrari wyszli nawet z ruchem Safe Enzo (Ocalić Enzo). A tymczasem ten sam egzemplarz jest już w pełni sprawny!

Enzo kierowane przez Amerykanina miało przed przeszło rokiem bardzo groźnie wyglądające spotkanie z betonową ścianką, z którego wyszło z całkowicie skasowanym przodem i uniesioną do góry w geście rozpaczy maską. Kierowcy nic się nie stało.


Teoretycznie stracone dla świata auto trafiło po małych przejściach (właściciel dopiero za drugim razem zdecydował się sprzedać samochód) do teksańskiego zakładu Matta Gronera, specjalizującego się w skupowaniu i naprawie skasowanych egzotyków. Dzięki modułowej budowie pojazdu jego remont ograniczał się właściwie jedynie do wymiany części. "Jedynie" w tym przypadku oznacza parę miesięcy oczekiwania na karbonowe podzespoły warte 300 tysięcy dolarów.

Ferrari Enzo

Samochód czeka teraz na nowego właściciela, który będzie chętny wyłożyć nań 1,3 miliona dolarów a miłośnicy tym podobnych aut zapewne już wkrótce zaczną domagać się od wytwórni filmowych dodawania w napisach końcowych formułki "Żaden egzotyczny samochód nie doznał uszkodzeń podczas kręcenia filmu".

Skomentuj na forum
Ostatnie wiadomości Prezentacje